Blog Marcina Bojko

Linux,Windows,serwer, i tak dalej ;)

Krótkie doświadczenie z Babciofonem od Nokii i Microsoftu :)

Popełniłem eksperyment. W ramach wysłuchiwania narzekań swojego ojca w temacie jaki tym razem popełnił błąd w wyborze telefonu, postanowiłem wypróbować i obdarować go jednym z telefonów entry-level z Windows Phone. Szanowny ojciec walczył z nadmiarem dobroci w postaci Sony-Ericcsonów wszelakich (ciężkie, niewygodne, wymierające na rynku), następnie popełnił krótki mezalians z Nokią E72, z racji wyszczekanego doradcy wylądował z telefonem-nieszczęściem czyli Motorola Gleam.

Mając kilka takowych modeli dwa biurka (WP nie Motorola Gleam) dalej pomyślałem: ‚Prosty telefon – idealny jako babcio/dziadkofon’. Od pomysłu do realizacji upłynęło dokładnie 24 godziny i już byłem właścicielem Nokii Lumii 710 black, z dosyć sensownie wyglądającego sklepu z modelami ‚preowned’.
Jako leniwy właściciel laptopa dual-booting wszelakie operacje przeprowadzałem z poziomu Linuxa z działającą wirtualką Win7, co do początkowych eksperymentów wydawało się wystarczające.

2013-05-11 09.27.50

Sam telefon – dosyć zgrabny, obły, wydaje się iż wyłożony tworzywem utrudniającym wyślizgiwanie się z rąk. Standardowe zasilanie, kabel USB, jack 3.5mm – ot nic więcej nie trzeba.
Same wrażenia podzieliłem na 2 fazy – moją, bądź nie bądź pochlebiam sobie iż power usera, oraz szanownego ojca, skromnie nazwijmy to początkiem początkującego (błąd zamierzony).

Zaczynamy upgrade – poprzez piekło i szatani, magiczny Zune. Niestety zabawa z wirtualką się nie udawała (magiczne błędy 80xxxxx), przeniosłem się więc na Win8 Professional instalując Zune i wykonując zestaw aktualizacji do, wydawałoby się ostatniego WP7.8. Cała ‚zabawa’ trwała około 3h, gdzie jak w najlepszych czasach XP, Zune wpadł w pętlę: sprawdzam, ściągam, instaluję, restartuję.
W pierwszej chwili, eksperymentując pomyślałem o Potomku, gdyż też był na etapie czekania na nowy telefon z serwisu, używając w tym czasie Galaxy Spica. Wykonałem więc zestaw manewrów pozorujących (to znaczy wygooglałem jak podłączyć konto nomen omen Googla) oraz podłączyłem mu Sklep czy Marketplace jak toto się nazywało.
Potomek okazał się nie w cięmię bity (ma to po mnie mam nadzieję) stanowczo odmówił przyjęcia daru i odebrania GoogloFona (stareńki Galaxy Spica) pod pozorem bylejakości sklepu z aplikacjami. Sklep ten w moich próbach okazał się gwoździem do trumny błędu statystycznego jakim w moich oczach okazał się Windows Phone użytkowany w PL. Przykład? Nie ma (nie było w czasie sprawdzania) tam ŻADNEJ, SENSOWNEJ, aplikacji typu Dropbox, Boxnet, JuiceSSH, Any.Do, Youtube. Nie ma, zero, nada, zilch. Nikogo ten sklep najwyraźniej nie interesuje – no przepraszam, istniało parę płatnych skamieniałości których funkcjonalności w porównaniu z powyższymi nie odważyłem się testować. Gier, znanych z IOS czy Androida? Niet …

Poczta Hotmail/Outlook – działa, wydaje się ok. Kontakty? Edytować tylko z telefonu. Miniaturki zdjęć? TYLKO z telefonu. Po utracie kontaktów i przywróceniu miniaturki z kontaktami kojarzymy ponownie. Serio???
Rodziciel nauczony jak dodawać kontakty z weba, skojarzać z miniaturkami z telefonu, wzruszył tylko ramionami. Ehhhh. emeryci i ich morze wolnego czasu 😉

Wyszukiwarka Bing, dostała już chyba tyle epitetów iż naprawdę nie godzi się kopać leżącego. Powiem tak: z wyjatkiem najwiekszych fanatyków jak redaktor Gajewski nie widzę żadnego powodu do korzystania z ohydnie desktopowej wersji tejże przeglądarki, do której odsyła dowolne wyszukiwanie.

Zune? Serio? Mentalnie wróciliśmy do Nokia PC Suite/Windows Active Sync, gdzie jakiekolwiek interakcje można było wykonywać przez tzw. synchronizacje. To znaczy można było, gdyż ActiveSync oraz jego Vistowy odpowiednim Mobility Center znane były z kapryśności. Dzisiaj wszystko działało, po ponownym uruchomieniu komputera synchronizacja przestawałą się powodzić. Nigdy nie byłeś pewien czy nowo dodany kontakt, zdjęcie, utwór czy dokument nie zatrzyma całego procesu synchro, wysyłając to w kosmos.

Synchronizacja z XBL? A po co mi to? Mam pamiętać swój gamerscore? FUnkcjonalność niepotrzebna.

Odpadłem na etapie gdy ręcznie połączywszy Moje dokumenty, Moje Obrazy i Moją Muzykę musiałem w te pędy przywracać ich zawartość (na szczęście testową, kto o zdrowych zmysłach trzyma tam dane na pastwę Windows Media Center) bo Nokia postanowiła i w tym zamieszać? Część usunęła, część przekonwertowała, część olała totalnie.
Ojcu ustawiłem na szybko oddzielne katalogi, sporo czasu poświecając na wyjaśnienie gdzie szukać zrobionych zdjęć, oraz dlaczego zestawu pieśni patriotycznych ‚Huzia na Józia’ nie można po prostu wrzucić na kartę pamięci (bo jej nie ma ha!)

Player muzyki prosty, w miarę logiczny.

Szybkość działania? Cudo, na low-endowym sprzęcie płynne działanie, w zasadzie bez większych lagów, opóźnień itp. Rzecz praktycznie nieosiągalna dla Dalvikopodobnych urządzeń z Androidem – nawet Nexus 7 czy Samsung Galaxy Note 8 potrafią mieć swoje narowy. Nic dziwnego iż co bardziej popularne modyfikacje do nich to kernele i schedulery systemu.

Tu nie jest to konieczne.

Bateria. Mnie wytrzymywała 3 dni, bez większej eksploatacji – również rzecz nieosiągalna dla jabłuszkowców pospolitych czy androidowców vulgaris.
Szanowny Rodziciel melduje że trzyma minimum 1 dzień. Ładowanie na szczęście standardowe, przez USB.

Łączność – wifi bez problemu, czasem dziwnie głęboko je usypiał.

Pakiety internetowe – o dziwo, synchro maila utrzymując co godzinę, znikały z prędkością światła. Nie miałem ochoty szukać i walczyć, przeznaczeniem miał być babciofon, pakiety zostały wyłączone.

Nawigacja offline – jest. Działa, widzi moją wioskę. Plus!

O dziwo, Nokia prawie zupełnie nie straciła funkcjonalności cegły.

Małe podsumowanie:


Podszedłem do doświadczenia zaciekawiony, wyszedłem uprzedzony.

Jeżeli dostałeś w spadku taką słuchawkę, Twoi bliscy należą do pokolenia cyfrowo wykluczonego, wyłącz im pakiety internetowe, ustaw na ekranie początkowym największe kafelki jakie zdołasz, usuń z niego cały niepotrzebny śmietnik (wszystko poza dzwonieniem, sms, zdjęciami, muzyką i nawigacją).
W wersji przed WP8 pokaż jak używać Zune, w wersji z 8 w górę pokaż jak używać kopiowania plików.

Jako Poweruser – unikaj, nie daj się nabrać w promocji za zł, doinwestuj w telefon z Androidem, BB czy czymkolwiek poza IOS’em i WP. Nie znajdziesz tu nic dla siebie, sztuczne ograniczanie ekosystemu spowoduje iż 10 minut po zakupie zaczniesz kombinować jak się z niego uwolnić.

Korporacja z Redmond zaprawdę w poważaniu ma swoich klientów poza granicami US – śmieszny Bing, blokady regionalne na wszystkie sensowne aplikacje czy usługi, ograniczanie danych tylko dla US – to powoduje iż ciekawy projekt jakim może być WP zamienia się w celowo użyty tutaj pogardliwie: Babciofon. Dlaczego? Zamiast męczyć starszych krewnych potworkami na Badzie czy natywnych systemach Motoroli, LG i ich następców, po wyłączeniu wszystkich przeszkadzajek, telefon z WP staje się świetnym dla nich nabytkiem. Teoretycznie smart, dotykowy, duży wyświetlacz, duże kafelki zamiast zagadkowych skrótów czy ukrytych menu, to wszystko powoduje iż jest to target idealny.

Plus dla nas iż nigdy nie będziemy musieli odpowiadać na pytania: jak zsynchronizować zdjęcia z Dropboxem, jak podejrzeć dokument Office, jak włączyć streaming muzyki, czytanie książek czy oglądanie filmów.

Nie bo nie 😉

Written by marcinbojko

Czerwiec 29, 2013 @ 16:04

Napisane w Uncategorized

Tagged with , , , ,

Jedna odpowiedź

Subscribe to comments with RSS.

  1. Proponuje jeszcze eksperyment z WP8. Zune już niepotrzebny, a aplikacji jest pod dostatkiem w tym dropbox, YT itp itd.

    Jan

    Sierpień 5, 2013 at 21:41


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: