Blog Marcina Bojko

Linux,Windows,serwer, i tak dalej ;)

Zawód: sprzedawca

Kilka(naście) tygodni temu postanowiłem dokupić kolejne narzędzie – netbooka. Mój podstawowy notebook jest za duży, za ciężki i zbyt ważny aby z nim latać przez pół nocy po wszystkich stanowiskach klienta. Zupełnie nie nadaje się do spakowania do małej torby podróżnej (aby film pooglądać czy pocztę odebrać) a jego 3-letnie baterie i ich czas pracy wołają o pomstę do nieba.

Wybór padł na Samsunga N150P – mały, fajny, 8h na bateriach, spory dysk itp. itd. Szczegóły na bok.

Postanowiłem kupić go na miejscu – (uwaga kryptoreklama) – salon Primakomp w Lublinie, miał całkiem niezłą cenę na tenże model. Podjechałem, wszedłem …. i tu w zasadzie karpik nie schodził mi z twarzy w związku z tematem jakości obsługi.

Wchodzę: 2 bardzo zajętych nerdów z ponaklejowanymi laptopami, w bluzach z kapturami, zawzięcie stuka w ich klawiatury. Podchodzę bliżej – może faktury myślę …. hmmm… GG. No ok. Może służbowe.

Pada klasyczne: – Słucham! – od strony jednego z nich, w zasadzie sugerujące że powinienem zostawić kolegów w spokoju. Grzecznie wyjaśniam czego szukam – spojrzenia po sobie, ‚To ja poszukam’. Czekamy. Znalazł.

– Coś jeszcze? – pada

– Hmm… może pokrowiec jakiś mi Pan doradzi? – pytam

– Tamuj leżą, Pan sobie zobaczy – pada odpowiedź.

Idę tamuj. Szukam. Wybieram blue (lubię blue). Dorzucam do kupki. Pytam:

– A może jakiś inny model by Pan doradził –

– Hmmm… bo ja wiem. A po co? – (a kto ma wiedzieć? Klient?)

– Aha, to ja dziękuję.

Nerd numer 2 zawzięcie nie podnosi oczu znad klawiatury. Nerd numer 3 śledzi z góry moje kroki w poszukiwaniu pokrowca.

Jeszcze faktura, jeszcze pakowanie i … spierdalaj Pan zdają się mówić znudzone spojrzenia.

Tak, wiem. Tendencyjne – czepiam się. Czego ja właściwie oczekiwałem? Nadskakiwania? Nie. Nawiązania rozmowy? Ubrania innego niż zestaw ‚mały nerd’?  Może wyduszenia z klienta jego potrzeb? Może. Uśmiechu sprzedawcy? Zainteresowania klientem? Come one, to Polska właśnie.

Generalnie jak na faceta wchodzącego do punktu po to aby kupić a nie Apaczyć (a ja tylko paczę), wydającego skromne (chyba z skromne) sumy na netbooka, kupującego gotówką (może prowizja za sprzedaż ratalną coś zmieni) to czułem się lekko … niepożądany.

Dziwne wrażenie zostaje na tyle iż raczej z ich usług nie skorzystam …

Może przydałby się Tajemniczy Klient? A może jakiś program tożsamości samej firmy? Skąd mi się wzięły te głupie wymagania jak uśmiech sprzedawcy i zainteresowanie klientem?

//EDIT – z drugiej strony, Arek świetnie skontrował salonem Vobisu, gdzie kilku gości w ‚przykrótkich spodniach od garnituru i spoconej koszuli’ siedzi rozwalonych na kanapce z zestawiem kina domowego, przedmioty są w wypaćkanych paluchami gablotach – brakuje tylko barierek i ciapków jak w muzeum 😉 Poziom zainteresowana taki sam.

Czy to jest problem pokolenia ‚1200 brutto’ ?

Written by marcinbojko

Maj 20, 2011 @ 11:44

Napisane w Uncategorized

komentarzy 7

Subscribe to comments with RSS.

  1. Czasem wolę iść do nerdów i zrobić zakupy bez pajacowania i marudzenia mi za uszami niż trafić do (antyreklama warning) Vobisa gdzie sprzedający wciśnięty w za małe spodnie od garnituru i spoconą pod pachami koszulę włazi mi na głowę gdy patrzę w zamkniętą na 7 spustów gablotę z monitorami. Zakup w Vobisie był przymusowy bo tak się uparli rodzice znajomych (bo to wieloletnia marka itp), a znajomi potrzebowali dobrego doradcy przy zakupach. Beze mnie zostaliby skazani na padlinowatą TN z piano black obudową. Paluchy odbite było widać nawet na wystawie… Skończyło się na sprowadzanym na życzenie Dellu na IPS. Na życzenie bo na stanie i w ofercie same TN….

    Arek

    Maj 20, 2011 at 12:27

  2. Racja – zapomniałem o Vobisie. Akurat kupowałem tam Xboxa Slim – 3 gości (wg. Twojego opisu) rozwalonych na kanapie przed kinem domowym, jakieś pogaduchy i tradycyjne ‚W czymś mogę pomóc?’ na bazie ‚sp…aj’ 😉

    marcinbojko

    Maj 20, 2011 at 12:49

  3. A moim zdaniem takie zachowanie jest mimo wszystko lepsze niż pokazowe lizanie tyłka i pieprzenie od rzeczy, zachwalanie sprzętu i standardowy karpik i „eee”, „ooo”, gdy takiemu pokażesz, że się na tym znasz 😉

    Andrzej Ośmiałowski

    Maj 21, 2011 at 21:05

  4. Witam (mój pierwszy post na tym blogu).
    Ponieważ od niedawna mieszkam w mniejszym mieście, którego nie znam, długo pracuję, więc kiedy kończę pracę, sklepy też są zamykane, zacząłem kupować większość rzeczy online (oprócz ubrań i obuwia). I jeśli mogę sobie pozwolić, to zrobię małą reklamę sklepowi internetowemu Proline – atrakcyjne ceny i jak dotychczas żadnych problemów. A sprzedawca w takim sklepie może nawet w slipach chodzić:)
    Pozdrawiam,
    Staszek

    Staszek

    Czerwiec 3, 2011 at 11:36

  5. Osobiście to nie chciałbym aby sprzedawca w sklepie online, w którym kupuję produkty spożywcze, chodził w slipach… 🙂

    marcinbojko

    Czerwiec 3, 2011 at 11:40


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: