Blog Marcina Bojko

Linux,Windows,serwer, i tak dalej ;)

Elastyczny czas pracy my ass…:)

Dzisiaj nieco nietypowo – napotkałem wpis użytkownika ‚Microsoft’ na portalu GoldenLine, w którym to wiadoma korporacja ustami swoich bloggerów przedstawia widoki i perspektywy na czas pracy w swoich szeregach.

Dla ciekawych: http://www.goldenline.pl/mikroblog/microsoft-w-polsce

i rozszerzenie wpisu piórem Mariusza Kędziora http://blogs.technet.com/b/mkedziora/archive/2010/04/09/elastyczno-pracy-w-microsoft.aspx

Jak to wygląda z punktu widzenia pionka (czytaj mnie)?

Pracowałem w wielu formach czasu pracy:

  • od pracy w domu (początki zakładania oddziałów w Polsce) – typowy home office
  • praca w domu w oczekiwaniu na zlecenie (magazyn w garażu, stos pakunków w bagażniku samochodowym)
  • schemat ‚pół tygodnia w Warszawie/Krakowie/Katowicach – pół tygodnia w miejscu zamieszkania’
  • schemat projektowy – dwa tygodnie w miejscu X oddalonym o setki kilometrów od domu rodzinnego
  • umowna praca etatowa (8-16, 9-17), gdzie de facto zaczynało się o 9 a kończyło 0 …..21 po to aby po powrocie do domu zająć się serwerami, które właśnie kończyły zmianę i były dostępne do diagnostyki/konfiguracji, możliwość kilku dni w miesiącu na home-office
  • praca etatowa od 8 do 16(9/17) – z wejściem o 7.59 a wyjściem o 16.01 😉

I kilka wniosków.

  • Nie nadaję się do pracy jako freelancer. Praca w domy wymaga niesamowitej samodyscypliny, której przy schemacie ‚wstanę kiedy chcę, zrobię co chcę i o której chcę’ zupełnie mi brakowało. Faktem jest iż nie wpadłem na to zbyt długo, nie miałem też szans na sześciomiesięczną akomodację – ale wspomnienia mówią: nie nadajesz się do tego.
  • W 2010 roku, wciąż istnieją firmy dla których najważniejszą rzeczą jest odbicie karty o 8 i o 16. To naprawdę mnie zadziwia – na nic organizacja czasu, na nic uelastycznienie tego, kudy tam wykorzystanie ludzkiego potencjału. Nikt nie policzył tego iż zaspany grafik (dusza artystyczna) rozkręca się dopiero koło 10. Nikt nie policzył tego iż zaaferowany programista najlepszy kod wstukuje do repozytorium wtedy, kiedy nie martwi się czy będzie wracał do domu 2 czy 3 godziny (norma).  Nikt nie policzył tego iż każdy z nas (zapewne z drobnym wyjątkiem osób na posterunkach) mógłby swoje obowiązki wykonać raz czy dwa razy w miesiącu siedząc w domu (home office), co jest czasem lepszym bonusem od najdroższych siłowni, spa i opieki zdrowotnej razem wziętych.
  • Core hours. Taki miałem pomysł w czasie gdy pod opieką było 50 dusz, rozwalonych po całej Polsce. Pracujemy w godzinach – umówmy się „7- 18”. Kto chce może przyjść na 7. Kto chce może przyjść na 8. Kto chce może przyjść na 9 lub 10. Ważne jest to, iż pomiędzy 10 a 15 mamy ‚core hours’  podczas których to godzin możemy spotkać się w małych grupach roboczych – lub całym zespołem, porozmawiać, rozwiązać palące problemy. I wiecie co? To się sprawdzało. Nawet w takiej formie iż pewna część osób deklarowała: w tym tygodniu przychodzę na 7, w przyszłym na 10. Dział odpowiedzialny za wysyłki był zawsze dostępny w godzinach dla klientów. Dział kontaktu z klientem – był zawsze dostępny w godzinach deklarowanych. Ludzka wdzięczność za fakt, iż można było zostać jeden czy dwa dni w domu jako home office – bezcenna
  • Trafia się czasem na pracodawców – jak to określił kolega:  z gatunku tych „co to stawiają skarbonkę przy wejściu i za sam fakt przyjścia do pracy żądają wrzucenia 5 zł  :)” Przykład: technicy serwisu – a siedźcie po domach, części trzymajcie w garażach ale pracujecie 24h, świątek piątek i niedziela, nadgodzin nie macie. Poważnie – część waszych umów SLA z mniejszą większą firmą od „sprzętu”, „integracji”, ”wdrożeń”  tak właśnie wygląda. Pół biedy, gdy klientem są oddziały pracujące w ludzkich godzinach – cała jazda zaczyna się gdy klientem jest np. gastronomia lub usługi czynne 24h. Wtedy nie ma przeproś – wyzysk, niewolnictwo i jechanie jak najbliżej cienkiej linii, która oddziela oszustwo od oszczędności. Niestety, ciągła rotacja, niestety niska jakość wykonywaj pracy – ważne że kolejny ‚managier’ może uzasadnić swoje istnienie.

Written by marcinbojko

Grudzień 8, 2010 @ 13:53

Napisane w Uncategorized

komentarzy 6

Subscribe to comments with RSS.

  1. Czekam, aż będziesz potrzebował agenta w Sz-nie 😉

    uth

    Grudzień 8, 2010 at 15:09

  2. Czasy „managiementu” na szczęście już za mną 😉

    marcinbojko

    Grudzień 8, 2010 at 15:55

  3. Eeetam, i tak najlepiej bylo jak przychodzilo sie na 10 a wychodzilo o 15.
    I tak 3 razy w tygodniu 😉

    Ale takie rzeczy to tylko w seksorigo 😉

    pleban

    Grudzień 11, 2010 at 20:55

  4. Dział ŁOPROGRAMOWANIA ŁONLY 🙂

    marcinbojko

    Grudzień 11, 2010 at 21:14

  5. Nie dla mnie taka praca. Nie wspominając już gdy masz rodzinę. Człowiek potrzebuje z czasem pewnego harmonogramu.
    Na każdej rozmowie kwalifikacyjnej pięknie się pyta: Co dla Pana/Pani jest najważniejsze?
    Gdy odpowiesz: Rodzina, dom – to już wiadomo, że taki grafik będzie z tym kolidował.

    NintendoPassion

    Grudzień 13, 2010 at 08:40

  6. Racja 😉

    marcinbojko

    Grudzień 13, 2010 at 08:41


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: