Blog Marcina Bojko

Linux,Windows,serwer, i tak dalej ;)

Archive for Maj 2010

XBMC – End Of An Era

Stało się. Wywodzący się z Xboxowego źródła projekt XBMC (XBox Media Center) zakończył swoje wsparcie dla pierwszego Xboxa. Opiekunowie projektu tłumaczą tą decyzję zbyt dużą ilością różnic jaką trzeba brać pod uwagę przy projektowaniu gałęzi dla 4 typów OS – Windows/Linux/Mac/XBMC. I mają w tym niestety sporo racji – o ile codziennie moc i możliwości PC zwiększają się w ramach postępu technologicznego, o tyle stara, 7-nio letnia, oparta na procesorze Pentium III 733Mhz konstrukcja Xboxa nie pozwalała na implementację funkcji, które warunkowały dalszy sukces odtwarzacza.

Przykładem niech będą funkcje związane z odtwarzaniem filmów HD – XBMC na swoim stareńkim hadware potrafił odtwarzać pliki zakodowane x264/h.264 do rozdzielczości nie większych niż w okolicach 700×500 – cały materiał powyżej tej rozdzielczości to był już slideshow. A jak widać – to nawet nie było 720i.

Kolejne ograniczenie to ilość pamięci – 64MB na pokładzie Xboxa to śmiesznie mało jak na możliwości obecnych PC czy odtwarzaczy stacjonarnych. Wie o tym każdy kto próbował użyć jakiejkolwiek skórki w rozdzielczości HD (720 or 1080) – pamięci nie wystarczało na załadowanie niektórych plików filmowych.

Co dalej z materiałem na Xboxa? Na szczęście gałęzie związane ze starymi konsolami Microsoftu zostały wydzielone do nowego projektu – http://sourceforge.net/projects/xbmc4xbox/

A wracając do samego XBMC – moim skromnym zdaniem XBMC nadaje się tam, gdzie hardware na którym go uruchamiamy będzie bezpośrednio podpięty do telewizora – dotyczy to zwłaszcza wszelakich odtwarzaczy sieciowych. Mając w domu Tvixa 6500A doskonale wiem jak brakuje mu stabilnego i przemyślanego interfejsu.

Ciężko mi przypuszczać że posiadacze PC/Mac będą odpalali nieco przyciężkawy interfejs XBMC po to, aby obejrzeć film czy posłuchać muzyki.

Tak kończy się pewna świetna era.

Written by marcinbojko

Maj 30, 2010 at 09:02

Napisane w Uncategorized

Tagged with , , , ,

Pacman – nowe zagrożenie dla świata ;)

Używam Mozilla Firefoxa. Phi .. też mi nowość, pół świata go używa. Oczywiście jak każdy geek mam go zaplugiowionego do granic przytomności – ot kilka klików więcej i Firefox staje się wygodnym środowiskiem pracy.

Jakież było moje zdziwienie, gdy odpaliwszy FF któregoś wieczora przy każdej z odwiedzanych stron zacząłem słyszeć nie milknący jazgot:

I tak w koło Macieju – gaszenie FF pomagało. Pierwsza myśl? Mam szkodnika.

Dokładne czyszczenie Kaspersky+offline = nic. No żesz …. Wkurzający dźwięk Pacmana skutecznie przeszkadzał w przeglądaniu Internetu. Kolejne podejrzenie – pluginy/dodatki/rozszerzenia.

Oczywiście – wine ponosi CoolPreview od Coolirils (https://addons.mozilla.org/en-US/firefox/addon/2207/) . Fajny dodatek, aczkolwiek przegrał z denerwującym dźwiękiem – disable, uninstall i …. cisza 😉

Edit: Jak informuje Misiabeta – całe zamieszanie wynikło z umieszczenia przez Google Pacmankowego logo z okazji 30-lecia gry. Biedny CoolPreview dostał rykoszetem za bezustanny kontakt z Googlem w tle 😉

Dzięki :)!

http://www.obmawiamy.pl/21/pacman-w-logo-google/#more-11955

Written by marcinbojko

Maj 22, 2010 at 08:34

Napisane w Uncategorized

Tagged with ,

Gdzie jest ta linia ?

Z okazji posiadania pewnej ilości sprzętu pod opieką, miałem ostatnio okazję przeżyć 2 prawie symultaniczne usterki w swoich serwerach. Sam będąc do tej pory przeważnie po drugiej stronie barykady (to mnie wzywano) mogłem sprawdzić jak obecnie wygląda obsługa klienta w standardowym pakiecie gwarancyjnym dla maszyn serwerowych.

Obiekty usterek:

Serwer DELL T300 – problem z kartą DRAC (Dell Remote Access Controller) – brak komunikacji, po restarcie serwera alert o braku tejże karty. Efekt: brak dostępu za pomocą DRAC.

Serwer HP DL380 G5 – uszkodzone 2 redundantne zasilacze (jednocześnie!). Efekt: pomarańczowa dioda na obu i zero możliwości pracy serwera.

Obydwa serwer na standardowej  gwarancji: 3-3-3 (parts-labour-on site)

Sposób zgłoszenia usterki: w obu przypadkach kanał internetowy

Zgłoszenie usterki:

W obu przypadkach wykorzystałem z premedytacją kanał internetowy – nie miałem ochoty przechodzić przez etap infolinii z jej ‚W czym leży problem?”.

W obu firmach należy w pierwszym etapie założyć konto, jeżeli już takowe posiadamy po prostu logujemy się do swoich zasobów.  W przypadku rejestracji mały minus dla Della – po założeniu konta na stronie polskiej parametry logowania nie działały na stronie domyślnej (www.dell.com).

Poszukiwanie strony „managera zgłoszeń serwisowych’” jest tak samo uciążliwe w przypadku obu firm, chociaż również minusik dla Della za precyzyjne ukrywanie jakichkolwiek informacji o kontakcie z supportem technicznym. HP ma to dosyć jasno i sprawnie opisane, łącznie z numerami infolinii, Dell jak wspomniałem wymaga dłuższego grzebania i tłumaczenia fraz z ‚polish’ na ‚english’ aby zrozumieć co autor miał na myśli.

  • Parametry

Parametry niezbędne do zarejestrowania zgłoszenia są w miarę podobne, jednakże w przypadku HP musimy precyzyjnie podawać zarówno model jak i S/N maszyny. Z tego co pamiętam ze swojej strony barykady, odnalezienie PartNumberu(Model/Type) maszyny było zawsze problematyczne – działy IT w najlepszym przypadku posiadały w ewidencji sam numer seryjny maszyny. Co prawda są one zapisane na obudowie samej maszyny, aczkolwiek dla osoby nie zaznajomionej ze schematem, może się  okazać że niezbędna jest ponowna wizyta w często odległej serwerowni i doczytywanie znaczków z obudowy.

Dell ma to rozwiązane precyzyjniej – ServiceTag zawiera w sobie jednocześnie model oraz numer seryjny maszyny, co wiąże z łatwym dostępem do informacji o jej konfiguracji. HP po zmianie S/N z 12 na 10 cyfrowe straciło tą umiejętność wprowadzając dodatkowo Model/Typ. Plusik dla Dell’a.

  • Interfejs zgłoszeniowy

Jednym słowem – Dellowy to porażka. Tragicznie wykonany, wolny i zawodny, spowodował iż jedno zgłoszenie musiałem wypełniać 4 razy. Za każdym razem po naciśnięciu „Wyślij„, po długim okresie oczekiwania pojawiał się ten sam komunikat o błędzie w przetwarzaniu zgłoszenia, „spróbuj ponownie za jakiś czas”. Spróbowałem. Efektem było, jak mi później wytłumaczył człowiek z Obsługi Klienta, założenie tylu zgłoszeń ile razy próbowałem wykonać to cholerne ‚Wyślij‚. Ten interfejs i sam mechanizm mogę polecać jedynie wyjątkowym masochistom.

W HP wszystko przebiegło bez problemów.

Obydwie firmy dostają minusik za metody odszukiwania wykonanych zleceń, w HP prawie tragiczne jest to iż trzeba posiadać cały numer RMA zlecenia aby go odnaleźć. Po dłuższym grzebaniu doszedłem w obu interfejsach do punktu gdzie z podstawowymi poleceniami nie miałem już problemów.

  • Pierwszy kontakt

Zdecydowanie Dell – oddzwonił w przeciągu 3 godzin od założenia zlecenia (zlecenie zakładane w okolicach południa). W HP pierwsza reakcja nastąpiła dopiero na drugi dzień.

Kontakt z Dellem nastapił z jawnego numeru telefonicznego człowieka z Obsługi Klienta, HP dzwoniło z tradycyjnie ukrytego profilu, tradycyjnie dla infolinii nazwisko osoby dzwoniącej wyartykułowane na przydechu, tak aby klient przypadkiem nie zapamiętał. Plusik dla Dell’a – mniej bezosobowy kontakt rodzi powoduje nieco lepszą obsługę samego zgłoszenia. Co ciekawe – w Dellu przez cały ciąg procesowy kontaktowała się ze mną JEDNA OKREŚLONA osoba, w HP było to co najmniej 2.

Diagnostyka

DELL

Ponieważ awarie nie są ze sobą równoważne,w  żaden sposób nie można porównywać przypadków na zasadzie: ‚a tutaj więcej pytań więc lepiej’. Przypadek Della i jego karty DRAC był jednak dosyć szczególny.

Po nawiązaniu pierwszego kontaktu, już drogą mailową (ze spersonifikowanego konta doradcy, z imieniem i nazwiskiem)  dostałem dalsze instrukcje postępowania: nieśmiertelny raport DSAT (narzędzie do ściagnięcia i wygenerowania raportu dołączone w postaci linku do strony Della), reset karty, próba aktualizacji BIOS, firmware karty, backboard controllera – tak nam zeszło kolejne 24 godziny. Wszystkie operacje odbywały się albo za pomocą mojego zdalnego dostępu, albo bezpośredniego działania na maszynie fizycznej (ustawianie parametrów karty DRAC możliwe jest tylko po POST maszyny) – swoją droga szkoda że Dell nie posiada takowego narzędzia z poziomu OS, tylko nawet uruchamianie softu lokalnie jest odwoływaniem się do niej via IP.

Po wysłaniu kolejnej porcji wyników testów i spostrzeżeń (wciąż na konto określonego doradcy) otrzymałem tą sama drogą kolejne polecenie – reset NVRAMU serwera oraz NVRAMU karty DRAC (obydwa oddzielne). Tu już byłem leciutko zaniepokojony, zwłaszcza iż drobiazgowy kawałek instrukcji wysłany przez doradcę zakładał fizyczna ingerencję w samą maszynę. Starałem się postawić w sytuacji klasycznego admina – reset NVRAMU na produkcyjnym serwerze mógł mieć nieprzewidziane skutki, a już zupełnie katastrofalne w przypadku niespodziewanego wyczyszczenia danych kontrolera PERC o założonych RAIDach.  Podchwytliwe pytanie do doradcy (swoją droga – nie podejrzewałem Della o takie praktyki, ale niech się facet orientuje) i zapewnienie z jego strony że czyszczenie NVRAMU nie usuwa informacji z kontrolera PERC.

Okej, bawimy się dalej. Zabawa w przestawianie zworki, 20 sekund, powrót, wejście do konsoli DRAC, reset do ustawień domyślnych.

Nic … dalej to samo …

Ostatnia wskazówka ze strony Dell – proszę sprawdzić czy podpięcie bezpośrednio do złącza DRAC z laptopem coś da. Ano dało – czystą i stabilną konekcję. Cóż nam jednak po tym skoro dalej w sieci interfejsu nie widać?

Ostatecznie problem zakończył się zmianą IP’ka karty na nieco inny niż chcieliśmy, aczkolwiek we wskazanej przez nas podsieci DRAC działać nie chciał. Żadne z nas nie wie dlaczego – ani DHPC, ani static nie rozwiązywały problemów. Na tym etapie postanowiłem zgłoszenie w Dellu zamknąć – dostałem podziękowanie za uwagę i voila … koniec.

Wniosek z sytuacji był następujący: fajnie że ktoś wdraża system utartej ścieżki, bardzo rzadko zdarzają się nieoczywiste sytuacje, które jeszcze nie istnieją w bazie rozwiązań. Świetnie że ktoś stara się rozwiązać problem myślowo, zanim wyśle ekipę silnorękich, której utrzymanie i wyjazd  przecież kosztują 😉 Super …. aczkolwiek ten mały posmak ‚weź se pan rozkręć serwer i se pan zresetuj’ pozostaje 😦

Czy jestem niezadowolony? Nie, absolutnie nie. Personalizacja doradcy, ludzki kontakt, nie wymądrzanie się wiedzą tajemną – to były atuty które spowodowały że bez większego zamieszania sprawa szła do przodu. Jednak, patrząc na to z perspektywy admina, na widoczne problemy w logach (znikająca karta) i wymogów technicznych jakie stawiano Zgłaszającemu rodzi się pytanie ‚ Czy nasi bracia w rozumie, po drugiej stronie Oceanu również są tak szczegółowo czołgani, czy też wystarczy krótki telefon na ServiceLine i oświadczenie ‚Ja się nie dotykam, przyjeźdżajcie ;)’?

HP

Dziwne uszkodzenie –  2 zasilacze na raz. UPS do którego były podłączone nie zanotował żadnych wydarzeń związanych z brakiem czy nadmiarem zasilania – ot …. wzięło się i popsuło.

Jak mówiłem HP zareagowało mniej więcej po 12 godzinach od zgłoszenia (w porównaniu z 3 od Della) – już 12h maszyna produkcyjna (serwer plików w średniej firmie) nie działa. Anonimowy telefon (unknown), równie anonimowy doradca przedstawiający się na przydechu i pytanie „Co się stało…”. Korciło mnie aby w amerykańskim stylu odpowiedzieć ‚Coś mi nie działa …”. Na spokojnie jednak podałem problem, oczywiście usłyszałem nieśmiertelne pytania o kolory diodek (amber), czy jestem pewny że w okolicy nie wywaliło jeszcze co najmniej 20 bezpieczników i 70 UPS’ów, oraz czy aby NA PEWNO jest podpięty UPS i czy mógłbym go ominąć i podpiąć kable zasilające bezpośrednio do sieci.

No mógłbym, chociaż efekt znałem od razu. ‚Okej, to my oddzwonimy…’. Super. Czekam.

Za godzinę zadzwonił już inny kolega pytając czy wiem co to jest program CRU (Customer Replaceable Unit) i czy potwierdzam adres wysyłki. Jasne, wiem, program oszczędzania kasy po stronie HP – zamiast wysyłać serwisanta wysyła się same części licząc że proste wymiany – hot plugowy zasilacz czy dysk da radę wymienić nawet Główny Księgowy 😉 Okej, potwierdziłem adres, dostałem kolejne pytanie czy ROZUMIEM że uszkodzone części mam odesłać na koszt HP do magazynu serwisowego i czy aby na pewno to zrobię, po czym padło nieśmiertelne ‚To ja wystawiam zlecenie do logistyki’.

Dlaczego nieśmiertelne? Ano dlatego zgłoszeń elementów CRU to ja wykonałem dziesiątki i na palcach jednej ręki pijanego drwala mogę policzyć przypadki kiedy części był już na DRUGI dzień. Zazwyczaj tejże logistyce zajmowało to coś koło 36 h najbidniej.

Tu jednak zostałem mile zaskoczony – na drugi dzień koło g. 14 zjawił się kurier z paczuszką od EjczPi, która o dziwo zawierała dwa zasilacze do DL380G5. O dziwo (x2) zadziałały 😉

Wysyłka zwrotna uszkodzonych części poszła dnia następnego, co zupełnie nie przeszkodziło w dzień kolejny zadzwonić do mnie trzeciej z kolei osobie pytając czy NA PEWNO odesłałem części. Odesłałem. Słowo.

Przypadek prosty, niemal banalny – z wyjątkiem zaskoczenia ‚dlaczego dwa na raz?’ W którym z dialogów udało mi się wydusić od doradcy iż problem jest znany i opublikowany w którymś z ‚Service Advisory’. Fajnie, tylko od czasu jak EjczPi w trybie natychmiastowym wywaliło z OARS’a wszystkie ciekawsze dane serwisowe, pozostawiając prosty chłam na bazie zdjątek i parametrów, jakiekolwiek poszukiwania czegoś innego niż CaseStudy i WhitePapers stało się koszmarem.

Tyle z zabawy z serwerami 😉

Edit: O dziwo, Dilbert się ze mną zgadza – akurat zamieszczając bardzo dobry komentarz 😉

Written by marcinbojko

Maj 3, 2010 at 19:04

Napisane w Uncategorized

Tagged with , , ,

%d bloggers like this: