Blog Marcina Bojko

Linux,Windows,serwer, i tak dalej ;)

Hop siup – ESXi to nie przelewki.

A zaczęło się niewinnie – od przeniesienia P2V (Physical to Virtual) jednego z głównych serwerów na ESXi 3.5 – patrz poprzedni post. W zachwycie i bielmie na oczach zlekceważyliśmy fakt iż podnoszenie wirtualki nieco trwało, a i sam skrypt od regułek ładował się prawie 4 minuty. Drugim sygnałem było zużycie prawie 100% 4 wirtualnych rdzeni procesora w maszynie-gościu.

Krótki test hdparm -t pokazał wstrząsającą prawdę – 14 MB/s. Transfer na poziomie zombie.

Co jest nie tak? Podejrzewaliśmy (i słusznie) poprzednią wersję VMware Tools – która to lekceważąc nas całkowicie odinstalować się nie dała. Nowa wersja zasugerowała źle przygotowany kernel (PIII max, a tu Xeony na pokładzie) i rozłożyła wirtualne kopytka. Jako że czasu już najwyższy przejść na kolejnego customa – wyrok padł na 2.6.25.13 z projektu Linuxbox.

Pierwotna wersja (bez przygotowanych IMQ, z schedulerem deadline, bez iptables i iproute) pokazała na hdparmie 54 MB/s. Sukces jest – ponad czterokrotne przyspieszenie operacji dyskowych. W tej chwili leci wersja właściwa (ze 30 minut kompilowania zostało), później iptables i iproute.

Zdam relacje na żywo 😉

Update 1 – 21:30

Kernel 2.6.25.13 custom edition przygotowany, iptables+iproute2 skompilowane. Maszyna po restarcie na 2 rdzeniach wyciaga już 74 MB/s i 456 MB/S dla cached readings.

To już pozwala przenieść z powrotem usługi z fizycznej na wirtualną. Jutro na wykresie performance zobaczymy jak je minął dzień z luserami 🙂

Written by marcinbojko

Czerwiec 8, 2009 @ 20:14

Napisane w Uncategorized

Tagged with , , ,

%d bloggers like this: