Outlookowy zawrót głowy.
Lubię Microsoft Outlooka. Słowo. Przez kilkanaście lat zabaw z korporacjami miałem okazję wypróbować chyba wszystkie wersje, w kilku zdobyć specjalizację ‘weź pomóż bo nie wiem jak robi’. Swoje przeindeksowane maile z załącznikami trzymam w postaci kolejnych plików *.pst, backupowanych latami na płytach DVD. Gdyby nie zaporowa cena posiadałbym Outlooka na pozostałych komputerach domowych (a tak Mozilla Thunderbird wygrywa w cuglach).
Trzymam tu wszystkie kontakty, załączniki, maile z rejestracji, hasła itp, notatki. Synchronizuję wszystko z HTC Diamondem 2(wcześniej z pocketem Acera) i jestem z tego zadowolony. SpamBayes dba o moje reguły, Kaspersky o wpadające phishingi i trojany.
Jeden, jedyny problem jaki mam to rozmiar pliku danych. Jak większość z Was wie, Outlook trzyma maile w postaci bazy danych. Tradycyjne 2-etapowe kasowanie takiego maila/śmiecia NIE powoduje zwolnienia 100% zajmowanego przez niego miejsca. Usunięcie maila do kosza a następnie opróżnienie kosza nie daje więc właściwych efektów terapeutycznych
Moja ścieżka wygląda następująco: wszystkie maile w ciagu całego roku wpadaja do defaultowego folderu z inboxem, outboxem i paroma dodatkowymi folderami. Pod koniec każdego roku tworzę oddzielny plik *.pst, po czym przenoszę do niego zawartość folderu domyślnego. Jak można się domyślić NIE zwalnia to miejsca zajmowanego przez plik folderu domyślnego, pozostając na poziomie np. 2 lub 3 GB.
Sposób podawany przez Microsoft, to oczywiście skasowanie jak największej ilości maili, następnie opróżnienie kosza zakończone restartem Outlooka. W wersjach 2003-XP-2007 odszukujemy menu ‘Plik/Zarządzanie plikiem danych/Plik danych’. Wybieramy archiwum nas interesujące i uruchamiamy ‘Kompaktowanie‘, co może potrwać długo – w moim przypadku pierwszy run dał około 1h na 3 Gb danych.
Czasem jednak narzędzie zawodzi – dzieje się tak z plikami danych które wielokrotnie ulegały uszkodzeniu (zawieszenie outlooka, BSOD w trakcie pracy programu, problemy z filesystemem) itp. W moim przypadku kompaktowanie zmniejszyło plik z 3GB danych do około 2.7 Gb, podczas gdy automatyczne rozmiary folderów wskazywały na około 1 GB przechowywanych maili i załączników. Rozwiązaniem okazało sie narzędzie scanpst.exe dostarczane razem z pakietem Office – dla MS Office w domyślnym katalogu instalacji będzie to C:\Program Files\Microsoft Office\Office 12\scanpst.exe.
Jako argument wskazujemy jedynie lokalizację do interesującego nas pliku PST (oczywiście Outlook mode off). Po wykonaniu napraw wskazanego archiwum (ca 30 minut), kompaktowanie bez problemu zmniejszyło rozmiar do żądanego 1 GB danych
Wielkie kobyły, Thunderbird3 i Leopard-Mail-Graphite
Pod tym jakże zajmująco-frapującym tytułem kryje się małe udogodnienie dla wszystkich użytkowników Thunderbirda w wersji 3 i pasującego do niego prześlicznego motywu ‘jestem_jak_z_Apple’ – LeopardMail-Graphite.

Otóż motyw sam w sobie jest niezły – dosyć ciekawe zagospodarowuje nam przestrzeń roboczą udając design a la Mac. Wadą, której przeboleć nie mogłem był rozmiar czcionek w głównym oknie klienta, gdyż takie kobyły perfidnie wyłaziły mi ze wszystkich pól tekstowych, usuwając mój design (skrzynka i preview jednocześnie w 2 panelach). Hmmm.. temat nie reagował na próby zmiany wielkości czcionki w opcjach Thunderbirda, pozostała ręczna jazda.
Szukamy głównego pliku tematu – tmp-13.xpi, – dla Visty/Windows 7 jest to %User%\AppData\Roaming\Thunderbird\profiles\########.default\extensions\LeopardMailDefaultGraphite@reo-2007\chrome. Odnajdujemy plik xpi, robimy na wszelki wypadek kopię do *.old/bak. Zmieniamy rozszerzenie na .zip, po czym rozpakowujemy tak powstałe archiwum do oddzielnego katalogu. Zawartość archiwum to:
<DIR> calendar
<DIR> communicator
<DIR> editor
<DIR> global
<DIR> messenger
<DIR> messenger-newsblog
<DIR> mozapps
<DIR> option
<DIR> version
Przechodzimy do katalogu Global i odnajdujemy plik global.css. Otwieramy go do edycji w notatniku, czy jakimkolwiek edytorze tekstowym (Word wykluczony : ) ), odnajdujemy sekwencję:
* {
font-family: "Lucida Grande", Segoe UI, Meiryo, MS PGothic, Helvetica, tahoma, sans-serif;
}
window,
wizard,
dialog,
page,
prefwindow {
background-color: #ededed;
color: #000;
font-size: 12px;
}
We wskazanym miejscu (font-size) zmieniamy 12px na pasujące nam np. 9 lub 10. Zapisujemy plik. Następnie całość katalogów wskazanych wyżej pakujemy z powrotem do zipa, zmieniamy mu rozszerzenie na *.xpi i podmieniamy we wcześniej wskazane miejsce. Dla noobów – tak, Thunderbird musi być w tym czasie WYŁĄCZONY
Paczkomaty/Merlin – WTF?
Kilka tygodni temu miałem okazję kupować kilka książek w Merlin.pl. Wszyscy, którzy cokolwiek kupowali on-line (a są tacy co NIE kupowali?) wiedzą, iż prawdziwym wrzodem w …ogonie może okazać się sposób i cena dostawy.
Do wyboru zazwyczaj mamy nieśmiertelną i niezatapialną Pocztę Polską ze swoją zasadą: ‘dostarczymy kiedy MY chcemy i w cenie w jakiej MY chcemy‘. Wypisywać tu mogę długo, zaczynając od ceny przesyłki oscylujące ca. koło 12-13 złotych, ciekawego systemu ‘trackingu i monitoringu’ realizowanego przez PP (Pan za miesiąc napisze reklamacje, to się zastanowimy) i absolutnej niezdolności listonoszy do zmieszczenia standardowego formatu B5/A4 w klasycznych skrzynkach pocztowych, dzięki czemu czeka nas bieg do pobliskiego okienka pocztowego (byle nie tego samego dnia, bo …. się nie da). Wspominać o czasie dostarczenia (od 3 dni do nieskończoności), ilości zaginionych przesyłek (rzut kostką dwunastościenną razy współczynnik inflacji)?
Z drugiej strony mamy przesyłki kurierskie – drogie (ca 17-19 zeta), dostarczane ZAZWYCZAJ na drugi dzień w dziwnych godzinach po 18. Dlaczego zazwyczaj? Kurierzy mają generalnie w nosie drobnicę, wychodząc z założenia że taki uczciwy obywatel w g. 8-17 zazwyczaj jest poza miejscem zamieszkania, stąd jakiekolwiek odwiedziny rejonu przed 17 z reguły się nie opłacają. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się czekać na takiego ‘jelonka’ co to rewir dopiero zaczyna obchodzić po 19.
Ceny – w przypadku zamawiania towarów za klasyczne 50-100 zł, musimy koło 18-30% poświęcić na jakże upojne koszty przesyłki. W tej cenie to już nawet się opłaci przeteleportowac do pobliskiego Empiku, i o ile Wasz towar nie będzie zbytnio niszowy, mamy szanse na zakup w przestrzelonej wartości.
A tu Merlin wziął się i zrobił, wykorzystując genialne (bez złościwości) rozwiązanie InPostu czyli paczkomaty. Paczkomat – ot kilka/kilkanaście kontenerków rozmieszczonych po kilka/kilkanaście na miasto, posiadających własny panel do wprowadzania kodu przesyłki. Rozwiązanie proste: zamawiasz, płacisz, wskazujesz wybrany paczkomat, dostajesz SMS po przyjściu paczki (24h później), jedziesz, wstukujesz kod z SMS’a, otwiera się skrytka, odbierasz.
Genialne! Odbiorę tam gdzie JA chce, KIEDY chcę (24h na dobę, przeważnie w monitorowanej przestrzeni/obecności stacji benzynowej). Cena – wybitnie wskazująca na rozsądek bo na poziomie 6,5 PLN.
Użyłem. Zadziałało wszystko gładko (może tylko z tym iż powiadomienia mailowe przyszło jakieś 12h PO tym jak odebrałem przesyłkę na podstawie info z SMS’a
). No i super, postanawiam sobie szybko iż będzie to mój jedyny/ulubiony sposób odbierania przesyłek.
Czas zamówić w Merlinie prezenty gwiazdkowe (no co, dobra cena, dostępność, wszystko w jednym miejscu, i te szczęsne paczkomaty). Szaleję więc dzisiaj po działach Merlina, wrzucam do koszyka, idę zamawiać …. i tutaj zonk.
Furda że Merlin twierdzi iż dla mojego zadowolenia i podwyższonego standardu obsługi podzieli zamówienie na 2 części (wg. działów). Okej, przeżyję. Z mniejszym zadowoleniem przyjałem fakt iż do KAŻDEGO zamówienia będzie oddzielna cena – w praktyce podwójna – za przesyłkę. No zaraz, gdzie tu sens? Wracamy co ceny przesyłki kurierskiej?
Dobra, jakoś przeżyję. Przebrnąłem przez zamówienie numer jeden, wybrałem paczkomat uiściłem kwotę, okej. Idę do zamówienia numer 2, wybieram paczkomat … a kicha … Z TEGO magazynu paczkomatem nie realizujemy. Znaczy realizujemy ale w Polsce klasy A, znaczy. Warszawa. Wrocław. Szczecin. Katowice (???). Reszta świata – Poczta Polska/przesyłka kurierska.
Ktoś jak widzę w trosce o lepszą obsługę Klienta przenosząc/dzieląc magazyny (ruch wybitnie managersko-optymalizujący) zadbał o naszą wygodę. Se decyduj Szanowny Klijencie (pisowania oryginalna
) czy zamawiasz 2 razy przesyłkę czy przesyłkę I PRZESYŁKĘ. No Merlin jednym zdaniem Grinchowo postanowił nam zepsuć święta
Drogi Merlinie
rozbij sobie o kant 4 liter takie udogodnienia STOP
I Twojemu kotu też STOP.
ARGHHHHH!!!!!
W krzywym zwierciadle cz.2 – Moja prawda jest mojsza niż Twoja prawda.
Nie wkurzało was to że robota ‘na wczoraj’ przeważnie zawsze była źle zaplanowana i wykonana? Nie wkurzało was iż PM’em/Analitykiem/Dyrektorem/Kierownikiem takiegoż projektu stawał się człowiek wcześniej odpowiedzialny za co najwyżej rozwożenie kanapek po firmie czy też zrobienie Prezesowi herbatki?
Po zakończonym niepowodzeniem wdrożeniu zawsze okazywało się że to wina tych leniwych inzynierów od komputerów
Bogatszy o nowe doświadczenia …
Istnieje powiedzenie iż system Windows Mobile służy tylko i wyłącznie do permanetnego resetowania telefonu. Istnieje powiedzenie iż obsługa patyczkiem/rysikiem tak poważnego narzędzia jakim jest telefon, jest idiotyzmem. Istnieje teoria iż ‘poważny’ człowiek nie będzie ‘głaskał’ swojego telefonu (jak nie przymierzając małolat) po to aby zadzwonić
Oni wszyscy się mylą
Windows Mobile z nakładką TouchFlo3D/Manilla sam staje się swojego rodzaju … nakładką. Rysika używam w zasadzie bardzo rzadko, obsługa paluchem wystarczy do 80% funkcji. I o ile jestem ‘poważnym człowiekiem’ (czytaj starszym niż przeciętny licealista), to nie mam nic przeciwko publicznym karesom z aparatem telefonicznym.
Jak wspominalem w poście niżej – Billyj80 wykonał (i wykonuje) swoją robotę koncertowo – http://pdaclub.pl/forum/index.php?topic=141518.0, dodam że pro publico bono, więc Ci z was którzy korzystają, mogliby się szarpnąć na małą dotację.
Z kilku absolutnie niezbędnych aplikacji:
- 2_Way_Plus_Incall_Recording – pozwala nam na ‘włączenie’ nagrywania rozmów, zarówno z głosem naszym, jak i naszego rozmówcy. TU
- TD2 Tools – pakiet ‘tweaków’ dla najbardziej zatwardziałych grzebaczy w systemie – TU
- Mobipocket Reader – www.mobipocket.com – świat e-booków do Twojej dyspozycji -
- Topaz Keyboard – TU
PS. Powinienem pracować w dziale handlowym, jeden z kolegów z pracy JUŻ posiada Topaza, reszta się ‘zastanawia’
Hail to the King baby ;)
Już. Stało się. Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad solidną zmianą przyzwyczajeń w temacie telefonów komórkowych. Raz Nokia i zawsze Nokia głosiło słuszne motto. Po krótkich doświadczeniach z Motorolą (bleee), LG (fuj), Samsungiem (Omnia – zemstą za wszystkie koreańskie komedie których nie kupiłem legalnie?) wróciłem do Nokii i SymbianOS w wersji 3 (E71 i Nokia XpressMusic 5800) zastanawiając się czy da się pogodzić funkcje kilku urządzeń w jednym.
Primo: telefon, najchętniej taki, który da się używać, bez konieczności soft-resetu co godzina
Secundo: pocket z możliwością instalacji MobiPocket Readera i setek e-booków
Tertio: możliwość odpalenia i używania Automapy w wersji 5, której userem jestem chyba od 3 czy 4 lat.
Nie jest tajemnicą iż szczególną atencją darzyłem modele firmy HTC (zwłaszcza Diamond i HD), która wraz z opracowaniem interfejsu TouchFlo 3D wydawała mi się liderem jeżeli chodzi o takie zastosowania. Utwierdzał mnie w tym Mario z NintendoPassion opowiadając i pokazując możliwości swojego Tilta.
Nadejszła wiekopomna chwila.
Wybrałem model: HTC Diamond 2, czyli kodowa nazwa ‘Topaz’. Krótka wizyta na forum PDACLUB.pl, przekopanie się przez dziesiątki postów i decyzja: tak, to jest to!
Dostawa – błyskawiczna, cena: atrakcyjna, zabawa: niesamowita



Odkrywając kolejne tips & tricks dzięki forum pdaclub.pl i xda-developers.com dopadłem jeden z lepiej przygotowanych i wzbogaconych ROM’ów dla tego urządzenia. Mowa tu o wersji Billy CustomROM ROM 2.16.21874.1 M25.
Popatrzcie sami:


Serwery – co potrzebujemy…
Wpis wyewoluował bezpośrednio z wątku o serwerach: http://www.goldenline.pl/forum/serwery-hardware/1230952. Co powinien posiadać admin opiekujący się serwerami (zakładam serwery a nie PCciki przerobione na serwery) HP/Dell/IBM/Fujitsu-Siemens?
Zawsze warto wykupić możliwie redundantne rozwiązania. W przypadku serwerów innych niż blade, będą to na pewno: zasilacze (zazwyczaj dwa), dyski, być może RAID on RAM, oraz onboardowe karty sieciowe (teaming). To pozwoli nam na kontynuowanie pracy maszyny nawet w przypadku wydawałoby się awarii krytycznej – jak zasilacz, dysk czy kość pamięci.
Zawsze powtarzałem swoim ’studentom’ – jeżeli wiecie jak naprawić (wyłączając) sprzęt i jak ‘załatać’ do najbliższego okna serwisowego – wybierzcie to drugie rozwiązanie
ZAWSZE, zwłaszcza w przypadku wielu takich samych serwerów warto posiadać:
- minimum jeden dysk każdego rozmiaru/interfejsu jaki używamy, lub jeden NAJWIĘKSZY uzywany przez nas. Dla przykładu: mamy dyski 36GB ,72GB ,144 GB SAS. Kupujemy jeden 144 SAS, który obsłuży nam awarię wszystkich pozostałych – do czasu gdy przybędzie nowy model (gwarancja) lub go zakupimy. Ważne: dyski tej samej pojemności muszą posiadać identyczny P/N lub kompatybilne FRU. Z tym zazwyczaj w markowych maszynach problemu nie ma, zdarza się jednak że dostaniemy innym kanałem dysk o identycznej pojemności który jednak ‘nie zaskoczy’. A nie zaskoczy dlatego iż 1 GB nie jest w każdej firmie równy tej samej pojemności. Drobne różnice w ilości sektorów/cylindrów/talerzy lub samo logiczne ich przestawienie spowoduje iż dysk o deklarowanej pojemności po prostu w macierzy ‘nie zaskoczy’. Stąd kolejna uwaga: kupując dysk do macierzy, którego PN nie zgadza się z deklarowanym przez producenta tejże kupmy kolejny dysk z serii pojemności (zamiast 36GB kupmy 72GB)
- minimum jeden, wskazana para zasilaczy sieciowych (power supply) dla posiadanego modelu. Dlaczego parę a nie jeden? Zasilacze też ludzie, jak głosi przysłowie i lubią siadać parami. Coś takiego wydarzyło mi się dwa razy w życiu, w dwóch różnych modelach serwerów. Rozumiem że można zapewne to wytłumaczyć wadą fabryczną, ale nowe zasilacze przybyły dopiero po 48h
- czasem, nadmiarowo jeden lub 2 fany (wentylatory) systemowe – łatwe do odnalezienia i zakupienia
- zawsze warto posiadać nadmiarowe taśmy/kable, łatwo jest uszkodzić sobie np. taśmę do backplane’ów
- warto posiadać jeden napęd DVD (combo) więcej – to już raczej opcja dodatkowa.
- kartę sieciową PCI 32 oparta o jeden z popularnych chipsetów – np. Realtek-8139/3Com-905
- last but not least – stacja 1.44 na USB. Wiem, wiem, artefakt, ale kilka razy się przydała
Odpowiadając na pytania na forum – co najczęściej ulega awarii?
W kolejności od najczęściej występujących:
- dyski magnetyczne,
- dyski optyczne,
- dyski magnetooptyczne,
- zasilacze,
- kontrolery RAID (onboard/standalone)
- płyty rozszerzeń (riser board/daughterboard)
Nie ma maszyn odpornych na awarie.
PS. Z newsów – w zapasach posiadam własna matę antystatyczną (uziemianą) oraz opaskę antystatyczną podłączaną do niej. Przyznam się iż jeden z ‘kolegów’ w nowej pracy zaskoczył mnie negatywnie, zwijając się prawie ze śmiechu widząc jak z opaską w ręku zabieram do zbadania bebechów serwera. Na nic tłumaczenia o ‘najlepszych praktykach’ na nic wykład o ESD – argumenty: takowy ‘negatyw’ posiada PC-ta, zawsze naprawiał go z jedną nogą w powietrzu i nigdy nic się nie wydarzyło.
Pozostało mi zapytać: ‘Jakiż to powód tak częstego naprawiania PC?’
O tempora, o mores
Co sądzę o Apple i kulcie Mac’a? :)
Po ostatnich rewelacyjnych zabawach z iPhone, iPod stwierdzam że najmniej śmieszną rzeczą z tejże filozofii jest iBill
My nie dla Twoja języka massa….
Google Picasa jest jednym z programów któego używam do katalogowania i przeglądanie zdjęć. Dzisiaj, zgrywając z aparatu nowe jesienno-parkowe impresje z ostatniego tygodnia, uruchamiając program zostałem odesłany do informacji: http://picasa-readme.blogspot.com/2009/09/picasa-35-now-with-name-tags-build-7967.html
Super. Sprawdzam funkcję ‘Sprawdź aktualizację’ w mojej Picasa 3.1 – hmmm… melduje że nie ma. Idę więc na wskazaną przez Google stronę: http://picasa.google.com/ myśląc o ręcznej aktualizacji. I cóż się okazuje? Dla nas (Google wybiera język polski) jako najświeższa, istnieje tylko wersja 3.1. No cóż … bywa, pewnie nie zdążyli z tłumaczeniem. Poradzę sobie bez problemu w English.
Ale … ehem … jak… to … spowodować? Zmiana języka domyślnego Google nie spowodowała efektu. Kombinowanie z domenami ‘uk/pl’ również … Może prymitywny atak ‘HTML download’?
Link do wersji 3.1 to : http://dl.google.com/picasa/picasa3-setup.exe
Pierwsza próba: http://dl.google.com/picasa/picasa3.5-setup.exe – FAIL
Druga próba:http://dl.google.com/picasa/picasa3-5-setup.exe – FAIL
Trzecia próba: http://dl.google.com/picasa/picasa35-setup.exe – OK
Ściągać, instalować, działać …. Wstyd Google, wstyd.
Pożegnanie z ekipą…
Jak wspominałem kilka postów temu – postanowiłem w celu oczyszczenia atmosfery, zmienić pracę, a co za tym idzie: specjalizację. Temat – rzeka, pewnie jeszcze się kilka razy napatoczy, ale tym razem szerzej o ludziach z którymi pracowałem.
Niektórych z Was znałem od wielu lat, z niektórymi przetoczyłem się przez inne firmy, niektórych dostałem w wyniku ‘wrogiego przejęcia’ innych zasobów, znakomitą część rekrutowałem sam. Przez te kilka lat przemęczyliśmy się – jak to zwykle bywa – z meandrami korporacyjnych mądrości, z ‘gwiazdami’ przepływającymi przez firmę co kilka miesięcy, z ‘geniuszami’ mającymi swoje 5 minut, z ciekawymi pomysłami klientów – ot standardzik.
Krótko i na temat: jedyne czego mi będzie brakować, to właśnie atmosfery, rozmów i humoru panującego w naszym środowisku.
Na potwierdzenie moich słów mogę jedynie pokazać co mnie spotkało przy odejściu – zostałem zwabiony do siedziby, gdzie po krótkim ’speechu’ zostałem zaopatrzony na przyszłość w:
Tak, cyfrową ramkę na zdjęcia załadowaną co lepszymi zdjęciami z imprez (prywatnych i firmowych)
Znając moje zamiłowanie do tequilli nie mogło obyć się bez zestawu ‘zrób to sam’
I ‘last but not least’, rzecz która zaparła mi dech w piersiach – dodam że podpisana przez całość ekipy
Szanowni,
mam nadzieję, że tradycyjnie spotkamy się jeszcze w innych firmach, innych projektach, na innych stanowiskach, w innych miejscach. Ostatnie 6 lat pracy z Wami było fantastycznym doświadczeniem, kiedy z ekipy 6 osobowej zakończyliśmy pracę jako 90 osobowy team. Dziękuję Wam za prezenty – zapewniam że ramka stanie na honorowym miejscu w nowej pracy
Na koniec – test zestawu, Wasze zdrowie: skrzyżowanie margherity z martini;)
Zimbra – słów kilka.
Ci z Was którzy znaja już Zimbrę – www.zimbra.com – zapewne nie potrzebują dalszych ‘wskazówek’, ‘tips & tricks’ i tym podobnych wspomagaczy.
Dla tych którzy instalują ją po raz pierwszy – garść przemyśleń.
1. Nie walcz z systemem. Skoro Zimbra otwarcie mówi jakie systemy wspiera – zamiast kombinować, backportować, szukać tysięcy porad i wskazówek ‘dlaczego u mnie AKURAT TA FUNKCJA NIE DZIAŁA’ – użyj jednej z supportowanych dystrybucji. Odwdzięcza się to faktem mniejszego nakładu pracy i nerwów. Co z tego że wygooglane hasło “Debian Lenny Zimbra” zwraca n-tysięcy wyników skoro będziesz nad tym siedział tydzień, a i tak wynik daleki będzie od zadowalającego.
2.Nie korzystaj z sugestii w przypadku instalerów systemowych – zwłaszcza daruj sobie podpowiedzi instalatora OpenSUSE jak to potrzebujesz LAMP (Linux, Apache, MySQL, PHP) zainstalowanego w systemie. Nie instaluj, nie wybieraj opcji jak ‘Internet Server’, ‘WWW Server’, “LAMP’, ‘Mail Server‘ i tym podobnych. Przed rozpoczęciem instalacji musisz upewnić się że w sytemie nie kręcą się żadne daemony w stylu ‘courier’, ‘postfix’,'apache’, ‘httpd’ itp. Sprawdź zwłaszcza (netstat -ap) czy wszystkie żądane przez Ciebie porty nie są okupowane przez jakiś program (25,110,143,993,7071) itp.
Czasem większą walką jest usuwanie (wraz z ‘purge’) niedobitków uparcie porozstawianych usług niż świadoma rezygnacja z nich podczas instalacji.
3.FQDN jest podstawą. Skoro nie masz w pełni ustawionego FQDN, nie chciało Ci się wykupić domeny, nie przekierowałeś rekordów MX, instalujesz Zimbrę ‘testowo’ i na maszynie wirtualnej – wejdź na forum i poczytaj jak to załatwić. Oszczędzi Ci to sporo problemów podczas instalacji i konfiguracji. Absolutna podstawą jest poprawny wynik ‘hostname -f’
4. Nie żałuj zasobów. Wybrałeś instalację AV, filtrów antyspamowych i interfejs oparty ma AJAX’ie? Nie jęcz że Java pochłania Ci 100% czasu CPU. Takie ‘piki’ to niestety norma – zwłaszcza w przypadku słabszego sprzętu.
5. Jeżeli podczas instalacji dzieją się dziwne rzeczy, usługi odmawiają startu, porty są pozajmowane lub nieresponsywne – sprawdź przynajmniej dwie rzeczy:
SELinux - przestaw na ‘disabled’
Firewall - jakiegokolwiek używasz (Shorewall, clean iptables, Webmin Linux Firewall, SuSE Firewall2) musi pozwalać na dostęp do wskazanych wyżej portów.
Satysfakcja z działającego zgodnie z regułami systemu jest nie do przecenienia
Daily Coffee Show
PS. Mały update – zgłosił się kolega, który (po przeciwnej stronie barykady) pracował z nami nad tymże pamiętnym projektem. Zbrodnią byłoby NIE zamieszczenie JEGO wersji Daily Coffee Show
. Hi Surreal – you’re right – it was a fucking honor
Update 2009-08-21. Mamy kolejny kubek z kolekcji projektów dla HP – tym razem od Gola. Kto jeszcze realizował z nami ten projekt? Wysyłajcie zdjęcie swoich kubków
I kolejny update – tym razem Lublin i kubek od Swite
Kto nie RISC’uje daleko nie jedzie ;)
Historia zaczyna się jak wszystkie – był sobie serwer HP 9000. W radosnym roku 1995 został uruchomiony w jednej z państwowych instytucji obsługując cały oddział i zapewniając niezbędne aplikacje, pod kontrolą systemu HP-UX. Chociaż dookoła tejże maszyny jak grzyby po deszczu wyrastały nowe maszyny, nowe szafy, nowe zwirtualizowane środowiska, maszyna wciąż okazywała się potrzebna zapewniając odpowiednie konektory do pracujących baz danych.
W tymże roku 1995 został opracowany podstawowy scenariusz DR (Disaster Recovery) odtwarzania pełnego systemu z napędów taśmowych. Procedura przetrwała, same napędy jak i taśmy niekoniecznie
W związku ze zbliżającym się widmem awarii zostałem poproszony o przygotowanie planu ratunkowego pozwalającego na pełne odtworzenie systemu wraz z bieżącymi runetime’ami.
Dłuższą chwilę zajęło wyszukiwanie informacji o maszynie w części ‘Discontinued’ na stronie HP. WIzja lokalna potwierdziła założenia – magistrala SCSI (FAST), złącza wewnętrzne w standardzie HS50, wraz z dyskiem na taśmie znajdują się CDROM SCSI oraz napęd taśmowy – jeden z pierwszych DDS’ów
Szatański plan ewoluował w następujące formie
Wariant A
Odszukujemy dystrybucję Linuxa wydaną dla PA-RISC (koniecznie live) i zmuszamy IPL’a maszyny do startu z tejże. Mają uruchomionego Linuxa możemy dostarczyć odpowiednie narzędzie do wykonania snapshotu sektorów startowych, tablicy partycji oraz samego systemu. Przygotowujemy procedurę odzysku – operację odwrotną dla procedury zabezpieczenia danych, również opartą o dystrybucję Linux wydaną dla PA-RISC.
Wariant B
Wykorzystując sytuację iż cały system pracuje na pojedynczym dysku SCSI 2.1 GB w standardzie Fast-SCSI HS50 – patrz poniżej – odnajdujemy odpowiedni kontroler SCSI, uruchamiamy maszynę pod kontrolą systemu Linux, odnajdujemy informację o możliwościach odczytu tablicy partycji systemu HP-UX i za pomocą odpowiedniego narzędzia wykonujemy kopię wskazanego dysku do obrazu a następnie na dysk ‘awaryjny’. Dodam iż odszukanie kontrolera ze złączem Fast nie sprawiło większego problemu, natomiast dysku o pojemności większej niż 2.1 GB już tak

Wariant C
Idziemy na żywioł
Wariant A odpadł bardzo szybko – brak odpowiedniej dystrybucji live
Wariant B wykrzaczył się w połowie – OpenSuse w wersji 11.0 i 11.1 nie były w stanie odnaleźć na wskazanym dysku żadnych partycji. Ponieważ – czysto teoretycznie – powinny to zrobić, musieliśmy założyć iż kontroler HP 9000 nieco inaczej odczytuję geometrię dysku, stąd niepowodzenie w odczycie tejże dla kontrolera Tekram i systemu Linux.
Ostatnią deską ratunku okazało się banalne skopiowanie zawartości dysku za pomocą dd – ten soft nigdy nie przestanie mnie zadziwiać oraz przerzucenie obrazu również za pomocą dd na dysk awaryjny. W tymże dysku (jako że kontroler HP9000 należał do nieco prehistorycznych) należało jeszcze upewnić się iż auto-spinning jest zapewniony a ID i LUN ustawione właściwie. Dodam że cała operacja odczytu dysku zakończyła się w ok. 15 minut, drugie tyle zajęło skopiowanie obrazu dd.
Dysk zapasowy włożony w czeluści serwera został prawidłowo rozpoznany i obsłużony przez IPL, system wystartował poprawnie, konektory się podniosły. Hurra dla Linuxa ?
Pure-ftpd…. not so pure ;)
Z racji WAŻNEGO POWODU musiałem w trybie szybkim przenieść zasoby serwera FTP pod nowy serwer pracujący pod kontrolą OpenSUSE 11.1. Z samych serwerów FTP miałem do wyboru (w pakietach) vsftpd i pure-ftpd. Walka z vsftpd – zwłaszcza dotycząca użytkowników wirtualnych szybko zakończyła się zniechęceniem – sięgnałem więc pod drugi zintegrowany pakiet w 11.1 – pure-ftpd.
Instalacja i konfiguracja – zwłaszcza wirtualnych użytkowników – bardzo przyjemna. Siadłem jednak na 2 problemach.
Po pierwsze – pure-ftpd nie akceptuje linków symbolicznych o ile używa chrootowania dla userów – stąd linkowanie do zasobów POWYŻEJ domyślnego chroota niestety nie działa.
Rozwiązaniem okazał się mount z parametrem -bind np.
#mount --bind /home/ftp/store /home/ftp/serwis/store
Dzięki któremu zasoby /home/ftp/store są widoczne dla użytkowników chrootowanych w /home/ftp/serwis. Można to na spokojnie dopisać do boot.local nie przejmując się fstabem.
Drugim problemem związanym z pure-ftpd była jego niechęć do pracy w passive mode. Oczywiście odpowiedni zakres portów został dozwolony na firewallu – niestety LIST po logowaniu kończył się zwiechą.
Rozwiązaniem problemu okazało się:
- doinstalowanie pakietu :
| pure-ftpd | pure-ftpd: fix to honor PassivePortRange in /etc/pure-ftpd.conf | patch
- poprawa składni w konfiguracji /etc/pure-ftpd/pure-ftpd.conf polecenia PassivePortRange
ze składni:
PassivePortRange 30000 30100
na
PassivePortRange 30000:30100
Tak, tak, jedna mała spacja.
I cóż – działa
Train and certify
Nie lenić się – zdawać. Link “How To” – tutaj : sprawdź jak łatwo możesz to zrobić
Wsi spokojna, wsi wesoła*
Walcząc z przytłaczającym niedzielnym lenistwem postanowiłem wywieźć Dziecko do lubelskiego skansenu. Wstyd powiedzieć, ale przez cały czas jaki tu zamieszkujemy nie znalazła się okazja aby odwiedzić tenże przybytek. Dziecię super zadowolone postanowiło nakleić pozwolenie na aparat na swoją czapkę podróżnika (ten świecący żarówiasto fragment) licząc w skrytości ducha na możliwość strzelenia paru fotek. Efekty? Poniżej.
Łany zboża i uśmiech Dziecięcia
Tak, tak – TE łany.
Które następnie przerabiamy na papu w takich urządzeniach.
W malinowych chruśniaku, lub jeżeli kto woli ‘Dom malwami malowany’. Eee zielsko …..
Koń nie chciał wydawać odgłosu paszczą … Ciekawe …
Kozy nic sobie nie robiły z pobliskiego ‘Nie karmić zwierząt’. Koszyki piknikowe raz-dwa znikały w ich przepastnych gastro-fabrykach. Ciekawe jakie mleko powstaje z paluszków z sezamem?
Dziecię precyzyjnie rozpoznało Bonifacego. Poszukiwania Filemona trwają …
Sympatyczniejsza wersja Powiśla. Może dlatego że w Lublinie?
Gdybym był bogaty …. Ale i tak fajne były tam karabiny. Tylko Bionicli jak na lekarstwo.
*) tytuł LINK






























